Wszystkich sympatyków śpiewu oraz tym, którym śpiew jest bliski zapraszamy do wstąpienia w szeregi rudzkiego chóru im. Juliusza Rogera. 
Próby odbywają się w poniedziałki o godz. 18.00 w szpitaliku Rogera przy ulicy Raciborskiej 10
Zapraszamy wszystkich do kultywowania tradycji działalności chóru.

Przyjdź. Spróbuj. Zostań!!!

Oto siedem powodów, dla których każdy powinien rozważyć wstąpienie do chóru.

Po pierwsze, chór jest najbardziej ekumeniczną wspólnotą: mogą się w nim spotkać przedstawiciele różnych „frakcji” w kościele, od oazowicza, przez odnowiciela lub neona, po kogoś, kto nie czuje się związany z żadną z większych wspólnot. To specyficzna grupa w parafii: nie modlitewna z istoty, ale przecież modląca się (i pomagająca modlić się innym) poprzez śpiew.

Po drugie, chór jest świetnym sposobem na spędzenie wolnego czasu: najczęściej to jeden wieczór (czasami dwa) w tygodniu, na średnio dwie godziny, kiedy można odciąć się od bieżących spraw, spotkać się z innymi ludźmi w różnym wieku (z którymi często nic innego za bardzo by nas nie łączyło), przy okazji porozmawiać, razem się pośmiać, trochę (z umiarem) poplotkować. Chyba trudno gdzie indziej poznać tyle przepisów na smaczne przekąski, sałatki i ciasta!

Po trzecie, chór to szkoła cierpliwości: zarówno dla dyrygenta, który musi poskromić sporą grupę bardzo wielu osobowości, niepunktualnych, roztargnionych i zapominalskich chórzystów – jak i dla tych drugich, nie od razu rozumiejących zawiłe melodie pieśni, które zawsze śpiewali normalnie, meandry muzycznego, specjalistycznego języka, którym próbuje przemawiać do nich humorzasty i czasem za dużo wymagający dyrygent, mający swoją „wizję”, nie zawsze dostępną i czytelną dla innych.

Po czwarte, chór to nauka odpowiedzialności za swoją pracę: ile włożysz w niego trudu i ćwiczeń, tyle będzie z radości po dokończonym i przepracowanym utworze. Do efektownego brzmienia droga często długa, trudna i żmudna, ale bez wątpienia warto.

Po piąte, chór to okazja na odkrycie i pogłębienie swoich talentów muzycznych. Każdy je posiada, coś się w naszej kulturze porobiło, że większość ludzi uważa, że „nie potrafi śpiewać” – to bzdura (o czym pisałem już tutaj), są może ekstremalne wyjątki, którym należy raczej podziękować za współpracę w tym zakresie, ale dużo więcej jest nieśmiałych i zalęknionych, zamkniętych buzi, które po otwarciu i przełamaniu nieśmiałości czują, że to rzeczywiście może być duża frajda!

Po szóste, chór to też szkoła pokory. W większości jest złożony z głosów amatorskich – wtedy praca jest najciekawsza, ale też szczególna. Nie zawsze wszystko się uda, wybrany na początku zbyt ambitny repertuar potrafi później przyciąć skrzydła – ale wszystko się sprowadza do rozsądnego pokonywania trudności, wyciszenia swojej megalomanii i zaprzestania idealizowania własnych możliwości. Warto dać się zaskoczyć.

Po siódme, a w gruncie rzeczy, chór to możliwość głębszego uczestnictwa w liturgii – przez czynne w niej uczestnictwo, ubogacanie muzyką, śpiewem. Inaczej przeżywa się choćby Święta, w które jest się czynnie zaangażowanym. Spytajcie chórzystów, jak przeżyli pierwsze Triduum Paschalne, śpiewając w chórze – to coś zupełnie innego, niż być w ławce kościoła.

Dla muzyka-amatora, bez wykształcenia muzycznego, nie mającego na swoim koncie doświadczeń z różnymi występami (jak np. w szkołach muzycznych czy orkiestrach) to niepowtarzalna okazja wystąpić choć raz w roku na prawdziwym koncercie. Aplauz i uznanie publiczności robią swoje, można się poczuć (zasłużenie) wyjątkowo, zwłaszcza gdy poświęciło się swój cenny czas na intensywne próby.

Najlepsze są chóry różnorodne wiekowo, takie, w których widać jakąś ciągłość pokoleń, zróżnicowanie doświadczenia. Wtedy rzeczywiście jest to miejsce dla każdego.

Zamiast bać się czarnej dziury,
lękać się imperium zła,
ludzie, ludzie zakładajmy chóry,
wszędzie gdzie się da.
(A. Andrus)

A gdy już gdzieś istnieje? To dołącz! Z chóru lepiej widać :)